Radość z gotowania, czyli test patelni WOLL

Niezbędnik każdej dobrej gospodyni to przede wszystkim: ostry nóż, deska do krojenia i dobra patelnia. Bez tego ani rusz. Wie o tym ten, kto próbował pokroić coś nienaostrzonym nożem i ten, kto w myślach pomstował na przywierające do patelni dania.

O ile na noże nigdy w mojej kuchni nie narzekałam, o tyle z patelniami to już inna historia.

Przyznać muszę, że nigdy nie inwestowałam w dobre (czytaj: drogie) patelnie. Najczęściej kupowałam je na promocji i to głównie wtedy, gdy poprzednia nie spełniała już moich oczekiwań … i tak co jakiś czas. Zawsze sobie obiecywałam, że kiedyś będę mieć porządną patelnię, ale jak przychodziło do zakupów, znów szukałam promocji. Suma summarum miałam dużo patelni, jednak ani jednej takiej, z której byłabym w pełni zadowolona.

Dlaczego Wam o tym piszę? Dlatego, że chcę byście nie powielali moich błędów, tylko od razu zainwestowali w dobrą patelnię, która posłuży Wam długie lata i będzie cieszyć od pierwszych dni użytkowania.

To na prawdę się opłaca i teraz to wiem!

Dzięki uprzejmości sklepu www.patelnietytanowe.pl przez ostatni czas miałam okazję testować patelnię znanej niemieckiej marki WOLL.

Teraz już wiem, że kupowanie patelni z najniższej półki to nie najlepszy pomysł. Owszem, jednorazowo nie wydamy dużo, jednak jakby policzyć co ile takie patelnie nadają się do wymiany (odkształcone dno, zarysowania, przywierające do niej potrawy), wcale już tak okazyjnie to nie wygląda. Tym bardziej – i piszę to po intensywnych testach – nawet moje nowe patelnie nie dorównywały nigdy jakością właśnie tej, na której w ostatnim czasie miałam przyjemność przygotowywać różne dania.

Masz dużą rodzinę i jednorazowo przygotowujesz większe ilości jedzenia? A może wręcz odwrotnie – głównie gotujesz dla 1-2 osób? Albo nie masz zbyt dużo czasu na gotowanie i wolisz przygotowywać porcje od razu na kilka dni? Żaden problem. Patelnie marki Woll dostępne są w różnych wariantach rozmiarowych – począwszy od takich o średnicy 20 cm do takich o średnicy 32cm. Dodatkowo można zdecydować się na patelnie z wysokim brzegiem lub niskim, patelnie grillowe, woki czy specjalne patelnie do naleśników.

Nie ważne też czy masz kuchenkę gazową, elektryczną, indukcję czy piec węglowy – naczynia z serii Saphir Lite kompatybilne są ze wszystkimi rodzajami kuchenek.

Patelnia jaką osobiście miałam przyjemność testować to patelnia do smażenia bez tłuszczu głęboka WOLL Szafir. Moja patelnia jest duża, ma 28 cm średnicy i głębokie brzegi. Zaopatrzona jest w dopasowaną pokrywkę z hartowanego szkła. Zarówno sama patelnia jak i pokrywka nadają się do używania w piekarniku (nawet do 250 stopni).

Jak widzicie jest to produkt szalenie uniwersalny – może służyć nam – a jakże! – do smażenia (co istotne, dzięki powłoce non-stick przede wszystkim beztłuszczowego), ale też sprawdzi się do duszenia, czy właśnie jako naczynie żaroodporne – do zapiekania w piekarniku.

Do testowania patelni podeszłam dość poważnie – postanowiłam przetestować ją jak tylko się da. Przygotowałam na niej śniadania, począwszy od jajecznicy, jajek sadzonych, na różnych placuszkach skończywszy. Były też jednogarnkowe dania obiadowe, gulasze, różnego rodzaju mięsiwa, a nawet naleśniki. W każdym przypadku patelnia okazała się niezawodna. Dania wychodziły jeszcze lepiej, niż przygotowywane na moich dotychczasowych patelniach.

Co więcej, umycie takiej patelni po skończonym gotowaniu nie przysporzyło mi najmniejszych problemów. Choć producent zapewnia, że patelnia nadaje się do mycia w zmywarce, na prawdę nie widzę takiej potrzeby. Każdorazowo do umycia patelni wystarczyła jedynie gąbka z ciepłą wodą lub przetarcie jej ręcznikiem papierowym. Szybko i bezproblemowo. To lubię!:)

Zapraszam Was teraz na fotorelację z testowania.

Na pierwszy ogień podsmażenie cebulki. Czynność, bez której wiele dań nie smakowałoby tak samo. Tutaj całość odbywa się błyskawicznie i sprawnie (za pierwszym razem trochę z przyzwyczajenia wlałam na patelnię taką ilość oleju jak zawsze, potem smażyłam już prawie beztłuszczowo)

Do lekko podsmażonej cebulki dodałam cukinię i smażyłam dalej….

… po chwili dodałam również marchewkę.

Na poniższym zdjęciu można zobaczyć finalny efekt – pyszna jarzynka do obiadu gotowa (doprawiona solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi i niewielką ilością sosu sojowego, posypana na koniec sezamem).

Nareszcie mogłam spokojnie podsmażyć większą ilość warzyw, bez obaw, że „uciekną” mi one z patelni.

Chciałam jeszcze zrobić zdjęcie podprażanych ziaren sezamu, ale zanim pobiegłam po aparat, sezam był już przyjemnie złocisty i musiałam szybciutko zdjąć go z patelni, by się nie przypalił.

Mam za to dla Was zdjęcie podprażanych do ciasta orzechów włoskich oraz płatków migdałowych. Kolory orzechów co prawda lekko zakłamane, bo zdjęcie robione było przy sztucznym oświetleniu:

W mojej kuchni nie mogłoby zabraknąć dań na bazie smażonych kawałków kurczaka czy indyka. Tutaj mięsko przygotowywane do sałatki. Wyszło wyśmienicie. Nieraz przy większej ilości mięsa puszczało ono płyny i kurczak/indyk zamiast smażyć, dusił się. Tutaj cały proces smażenia nastąpił bardzo szybko i sprawnie. Otrzymałam soczyste, przesmażone i pyszne mięsko.

Również smażone w całości, a następnie zapieczone w piekarniku piersi kurczaka wyszły pyszne i soczyste. Nie wiem czy to kwestia samego mięsa, czy jednak nowego sprzętu, ale dawno już nie jadłam tak soczystej piersi. Oczywiście z przyzwyczajenia podsmażone piersi przełożyłam do naczynia do zapiekana. Pod koniec zorientowałam się, że zabieg ten był zbędny, gdyż patelnia nadaje się do tego celu idealnie… Cóż, następnym razem już nie zapomnę.

Olej widoczny na patelni, to pozostałość oleju z marynaty. Piersi wykładałam na patelnię bez kropli oleju.

Smażenie pieczarek. Wszystko bez zarzutu. Pieczarki doskonale smażą się na dużej powierzchni,  wówczas nie puszczają wody. Od teraz mam do tego ulubione naczynie:)

Przygotowałam również ziemniaczane placuszki z kiełbasą i żółtym serem.

Postanowiłam zrobić mały test i część kotlecików usmażyłam na oleju, a część całkowicie beztłuszczowo.

Przy smażeniu na oleju zewnętrzna część kotlecików była bardziej chrupiąca, natomiast na zimno nie były one już tak smaczne (wchłonęły zdecydowanie zbyt dużo tłuszczu). Kotleciki smażone beztłuszczowo nadawały się do jedzenia zarówno na ciepło, jak i po przestudzeniu. Dodatkowym atutem (pomijając fakt, że takie na pewno były po prostu zdrowsze) jest też to, że miałam większą kontrolę nad grubością placuszków – takim, które nie pływały w oleju łatwiej było na patelni nadać łyżką odpowiedni kształt.

Jabłka w cieście biszkoptowym, choć teoretycznie proste, nigdy nie wyszły mi tak dobrze, jak smażone właśnie bez tłuszczu na patelni WOLL. Ciasto przyjemnie się przypiekło i było fajnie chrupiące, a skrywający się w środku plasterek jabłka odpowiednio mięciutki. Moje dziecko pokochało je od pierwszego gryza, a przyznać muszę, że wcześniej już próbowałam je przygotować – z marnym rezultatem.

W moim domu wszyscy lubimy jajka. Przygotowujemy często jajecznice, jajka sadzone czy omlety. Poniżej właśnie zdjęcia tych potraw.

Zwróćcie uwagę jak wygląda patelnia po usmażeniu jajecznicy. Zgarnęłam ją łopatką na środek patelni, a boki lekko przetarłam ręcznikiem papierowym. Nic nie przywarło. Dla mnie to duży plus, bo po jajecznicy zawsze trzeba było naczynie zostawiać do odmoczenia.

Patelnia doskonała jest również do smażenia omletów. Kiedy nie miałam tak dużej patelni z pokrywką smażyłam po kilka mniejszych omletów. Teraz wystarczy całą masę wylać na patelnię, a następnie przekroić całość na pół lub na ćwiartki. Znacznie szybciej i sprawniej. No i nic nie przywiera do dnia.

Ostatnie dwa zdjęcia to omlet po gospodarsku, czyli omlet z ziemniakami, boczkiem i cebulką. Całość prosta do przygotowania, aczkolwiek wymagająca uwagi (należy kilkukrotnie podważać omlet przy krawędziach, tak by masa jajeczna spływała na dno patelni). Mnie niestety dziecko wezwało do pomocy i musiałam na moment opuścić stanowisko kuchenne. Poza tym, że cebulka w tym czasie przyrumieniła mi się bardziej niż planowałam, nic nie przywarło do patelni. Całość nie wyszła też na szczęście gorzka. Mogę powiedzieć, że kolejny test patelni pozytywnie zaliczony;)

Moje nowe kulinarne odkrycie to ekspresowa pizza z patelni. Również przygotowana całkowicie beztłuszczowo. Nic nie przywiera. Pizzę smaży się na małym ogniu pod przykryciem – na szczęście teraz mam pasującą do patelni pokrywkę. Zdecydowanie będziemy wracać do tego przepisu częściej.

Kaszotto z kurczakiem, papryką i cukinią. Większa porcja jednogarnkowego dania przygotowana bezproblemowo i … czysto – nic z patelni nie uciekało;)

Szakszuka, czyli kolejna propozycja śniadaniowa. Przygotowałam ją szybciej niż myślałam. Znów nie ma się do czego przyczepić, a wręcz odwrotnie – chce się więcej.

Nie byłabym sobą, gdybym choć raz w tygodniu nie przygotowała dania na bazie makaronu. Tutaj makaron ze szpinakiem, cukinią w sosie beszamelowym z dodatkiem koziego sera.

Choć w ofercie patelni WOLL jest też taka przeznaczona specjalnie do naleśników, ja postanowiłam usmażyć je na mojej, głębokiej. Naleśniki zdecydowanie lepiej smażą się na niższej patelni, ale i tutaj nie miałam z nimi absolutnie żadnego problemu.

Uwielbiam naleśniki, które nie ociekają tłuszczem, które można na szybko wziąć do ręki, bez konieczności późniejszego ich mycia (rąk, oczywiście;)). Nigdy nie lubiłam smażyć ich na oleju, ale co jakiś czas zmuszona byłam wlać choć po kropelce. Korzystając z patelni tytanowej absolutnie nie było takiej potrzeby. Całą partię usmażyłam bez kropli tłuszczu. Wyszły idealnie.

Usmażone naleśniki posmarowałam mięsnym nadzieniem, zwinęłam krokiety, opanierowałam i podrumieniłam na masełku klarowanym. Mieliśmy doskonałe drugie śniadanie do pracy.

Największy test stanowiły udka kurczaka przygotowywane w śmietanowym sosie. Potrawa ta przygotowywana na mojej starej patelni niestety nie wychodziła perfekcyjnie – każdorazowo skórka z kurczaka przywierała do dna patelni i musieliśmy zadowalać się kurczakiem bez skóry. Na patelni Woll nic takiego nie miało miejsca. Skórka ładnie się przyrumieniła i nic nie przywarło do dna patelni. Zresztą porównajcie sami. Pierwsze zdjęcie to mięso przygotowane na mojej starej patelni. Drugie zdjęcie to ta sama potrawa przygotowana na patelni WOLL.

Wcześniej pisałam, że patelnia nadaje się do zapiekania w piekarniku. Przy okazji smażenia piersi kurczaka zapomniałam o tym, ale i tak udało mi się przetestować patelnię w formie naczynia żaroodpornego. Zrobiłam bułeczki drożdżowe z serem  i serowym beszamelem pośrodku.

Patelnię odłożyłam po skończonym posiłku i wzięłam się za mycie dopiero następnego dnia rano. Ta resztka sosu i kilka bułeczek, jakich nie daliśmy rady zjeść, usunęłam z patelni bezproblemowo. Czyszczenie jej, nawet z takim opóźnieniem i zaschniętym sosem, nie sprawiło mi żadnej trudności.

Jak widzicie patelnię przetestowałam solidnie. Korzystałam z niej niemalże codziennie, przygotowując nowe jak i sprawdzone potrawy (tutaj różnica była dla mnie najmocniej odczuwalna). Muszę przyznać, że z nową patelnią WOLL polubiłam gotowanie JESZCZE bardziej:)

Wcześniej często doświadczałam sytuacji, gdy:

– Traciłam cenne minuty na zastanawianie się, która z posiadanych przeze mnie patelni pomieści całą potrawę, i w której dodatkowo dobrze będzie mi się mieszać danie, tak by poszczególne produkty nie uciekały mi na płytę grzewczą.

– Traciłam czas na mycie większej ilości naczyń, bo danie najpierw trzeba było podsmażyć, a potem podgrzać/zapiec w piekarniku.

– W trakcie gotowania orientowałam się, że danie dobrze byłoby dusić pod przykryciem, a nie miałam pasującej do patelni pokrywki.

– zdarzało się, że mąż po drodze z pracy utknął w korkach, a obiad czekał już gotowy… czekał i stygnął…

Jeśli i Wy doświadczyliście podobnych sytuacji i wiecie jak potrafią być one denerwujące…. zapewniam Was, że u mnie nie ma już na nie miejsca. Większość moich starych patelni wyrzuciłam. Nie sądzę by miały mi się jeszcze do czegoś przydać. Teraz używam już tylko tej jednej – niezwykle uniwersalnej i doskonałej w każdym calu.

Reasumując – patelnia WOLL Szafir jest solidna i ciężka, nagrzewa się równomiernie, długo utrzymuje ciepło, nic do niej nie przywiera, odporna jest na zarysowania i co ważniejsze – odkształcenia (producent daje na to 25 lat gwarancji). Rączka podczas smażenia nie nagrzewa się, a dzięki temu, że uchwyt zamontowany jest do patelni na stałe, przenoszenie jej z potrawą jest bezpieczne. Dołączona  pokrywka wykonana z hartowanego i polerowanego, żaroodpornego szkła jest niewątpliwym atutem całości. Potrawy przygotowane na patelni WOLL możemy przygotować beztłuszczowo lub tylko z jego minimalną ilością, a wszystko to dzięki powłoce non-stick. Patelnia sprawdzi się również do duszenia czy zapiekania w piekarniku. I na koniec coś, co osobiście cieszy mnie najbardziej, czyszczenie patelni to czysta przyjemność:)

Patelnię WOLL Shafir mogę teraz z pełną odpowiedzialnością polecić każdemu kto ceni sobie jakość, czas oraz wygodę. Każdemu, kto nie chce obciążać organizmu potrawami przygotowanymi na dużej ilości tłuszczu, a jednocześnie nie chce rezygnować z dań smażonych.

Niebawem przyjdzie nam myśleć o gwiazdkowych upominkach. To dobry czas zastanowić się czy komuś z bliskich nie przydałby się właśnie taka patelnia tytanowa 

Źródło zdjęcia: https://www.patelnie-tytanowe.pl/patelnie-tytanowe/patelnia-do-smazenia-bez-tluszczu-woll-szafir-wysoka-4032525364271-3.html

Polecam!


Polecam również mój przepis na sałatkę z szynką, serem i brzoskwiniami.