Orzechowe ciasteczka w białej czekoladzie z migdałem + Gosia i jej sprytne patenty

Święta coraz bliżej, pora więc powolutku zacząć kompletować pomysły na świąteczne przepisy.

Te orzechowe ciasteczka przełożone powidłami śliwkowymi, oblane białą czekoladą z dodatkiem migdała polecam Wam nie tylko na Święta, ale również na inne uroczystości. A jeśli macie czasem ochotę podogadzać sobie i swoim bliskim tak po prostu, bez konkretnej okazji, gwarantuję, że będą one jednym z lepszych wyborów 🙂

Są pyszne i delikatne. Słodyczy nadają im powidła śliwkowe i biała czekolada. Posmak orzechów, jak również migdała jest wyczuwalny co powinno ucieszyć wszystkich orzechomaniaków.

Przy niewielkiej ilości składników mamy tutaj prawdziwą eksplozję smaków 🙂 Polecam!

Ciasteczka:

  • 120 g masła
  • 120 g mąki pszennej
  • 70 g cukru pudru
  • 90 g mielonych orzechów laskowych
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli

Dodatkowo:

  • powidła śliwkowe
  • 100 g białej czekolady
  • 1 łyżka masła
  • garść migdałów

Mąkę przesiewamy razem ze szczyptą soli i cynamonem. Dodajemy cukier puder oraz mielone orzechy. Następnie dodajemy pokrojone na mniejsze kawałki lub starte na dużych oczkach tarki masło. Początkowo składniki siekamy nożem, następnie szybko (by nazbyt nie ogrzać ciasta) zagniatamy je rękoma.

Gotowe ciasto owijamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki do schłodzenia.

Schłodzone ciasto wałkujemy na lekko podsypanym mąką blacie. Wykrawamy okrągłe, małe ciasteczka. Rozkładamy je na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce.

Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy przez około 10-11 minut. Gotowe ciasteczka ostrożnie przekładamy na kratkę.

Przestudzone ciasteczka przekładamy powidłami śliwkowymi (smarujemy jedno ciasteczko i przykrywamy je drugim).


Migdały zalewamy wrzącą wodą. Po chwili odcedzamy je i pozbawiamy skórki. Dzielimy na połowę.

Masło oraz połamaną na kawałki czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej (uwaga: woda nie może zbyt mocno wrzeć).

Ciasteczka dekorujemy polewą, na środku każdego układamy połówkę migdała.

W przygotowaniu ciasteczek bardzo pomocne okazały się produkty marki Gosia. Mam tutaj na myśli folię spożywczą, którą owinęłam ciasto przed wstawieniem go do lodówki, oraz papier do pieczenia, który nie dość, że spełnił swoją podstawową funkcję, to jeszcze ochronił moje tło fotograficzne przed zabrudzeniami (podłożyłam go sobie pod kratkę, na której były ciasteczka przygotowane do dekorowania roztopioną czekoladą).

Szczerze mówiąc przy moim zamiłowaniu do pieczenia, tych produktów nie może zabraknąć w moim domu.

Papieru do pieczenia używam w naprawdę dużych ilościach. Oprócz tego, że korzystam z niego przy pieczeniu ciast, czy ciasteczek, wyścielam nim również blachę gdy planuję zapiekać w piekarniku warzywa, czy przygotowywać frytki. Służy mi również pomocą podczas lepienia pierogów – zamiast podsypywać mąką talerze, pierogi układam na desce czy tacce wyłożonej właśnie papierem do pieczenia i wstawiam do zamrażarki do schłodzenia. Nigdy nie mam problemów z wyjęciem pierogów, bo nie przyklejają się one do papieru.

Sam papier powlekany jest obustronnie silikonem, nie przykleja się do blachy czy ciasta. Przy jego wykorzystaniu zbędne staje się więc smarowanie blachy tłuszczem. Nadaje się nie tylko do używania w wysokich temperaturach piekarnika, ale można go również wykorzystywać do mrożenia (jeśli poprzekładacie porcje mięsa papierem, będzie Wam łatwiej oddzielić je po wyjęciu z zamrażarki).

Co się zaś tyczy folii spożywczej, to muszę powiedzieć, że zachwycona jestem rozwiązaniem jakie wprowadziła Gosia. To naprawdę sprytne patenty. Po pierwsze folia umieszczona jest w twardym opakowaniu, dodatkowo zaopatrzonym w bezpieczną ucinarkę. Co nam to daje? Przede wszystkim wygodę. Chcąc uciąć kawałek folii nie musimy szukać nożyka, czy nożyczek, bo zawsze mamy fajny patent, w postaci ucinarki, pod ręką. Dodatkowo folia ucinana jest w szybki i prosty sposób i zawsze wychodzi idealnie równa. No i coś, co powinno zadowolić chyba wszystkich – nie trzeba się już męczyć z odwijaniem folii, czy szukaniem jej końca. A najlepsze jest to, że kiedy folia nam się skończy, możemy dokupić sobie samą rolkę folii i umieścić ją w kartoniku z ucinarką. Mnie ten patent zdecydowanie bardzo się podoba 🙂