Makaron z pesto z rukoli, pomidorkami koktajlowymi i pieczonym kurczakiem

Spaghetti otulone pesto z rukoli podane w towarzystwie koktajlowych pomidorków oraz pieczonego kurczaka to moja propozycja na dzisiejszy obiad.

  • 300-400 g makaronu spaghetti
  • 3 małe pojedyncze piersi kurczaka
  • 200 g pomidorków koktajlowych
  • 3-4 garści rukoli
  • około 40 g pistacji
  • 80-90 ml oliwy
  • 2-3 łyżki parmezanu
  • 1-2 ząbki czosnku
  • mielona papryka słodka i ostra
  • mielony imbir
  • sól, pieprz

 

Umyte i osuszone ręcznikiem papierowym mięso oprószamy z obu stron solą, pieprzem, dużą ilością słodkiej i trochę mniejszą ilością ostrej papryki, a także szczyptą mielonego imbiru. Skrapiamy niewielką ilością oleju, dokładnie nacieramy mięso przyprawami i wstawiamy do lodówki na około 30 minut. Po tym czasie obsmażamy piersi na rozgrzanym oleju, aż do ładnego zezłocenia. Obsmażone mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego z pokrywką i przykryte wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 20-30 minut (podany czas jest orientacyjny – wiele zależy od wielkości piersi jak również od stopnia wcześniejszego podsmażenia).

Umytą rukolę, oliwę, parmezan, obrane ząbki czosnku oraz pistacje umieszczamy w misie rozdrabniacza – miksujemy aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Makaron gotujemy na al dente w osolonym wrzątku. Odcedzamy.

Przygotowane pesto mieszamy z lekko przestudzonym makaronem.

Upieczone piersi kroimy na cienkie plasterki. Pomidorki kroimy na pół. Podajemy z makaronem. Wierzch dodatkowo możemy posypać świeżą rukolą i niewielką ilością parmezanu.

35 myśli do „Makaron z pesto z rukoli, pomidorkami koktajlowymi i pieczonym kurczakiem”

    1. Wszystko zależy jaki to kurczak;) Generalnie to ostatnio faktycznie wiele złego się o nich słyszy, ALE…. wszystko trzeba też przepuszczać przez palce, bo pytanie kto to napędza? Czy są to informacje sprawdzone, poparte jakimiś badaniami, czy po prostu gdzieś ktoś rzuci hasłem i już;) Pamiętam jak kiedyś źle mówiono o wieprzowinie, że nie powinno jej się jeść częściej niż raz w tygodniu, tylko drób, drób, drób… teraz odwrotnie;) Czy to aby nie nakręcanie marketingowe? Jeśliby człowiek miał to wszystko brać sobie do serca, to nie zjadłby już zupełnie NIC. Ostatnio była akcja z warzywami z Biedronki, z papryką z Lidla, z wodą butelkowaną, z olejem kokosowym i bądź wie z czym jeszcze;)

      1. Oczywiście masz rację. gdyby tak wszystko brac do siebie, to człowiek by zwariował. I tak już teraz wychodzi na to, że wszystko zatrute i nie ma co jeść… A w kestii kurczaków to są informacje z pierwszej ręki a nie z telewizji, radia itp. od osoby, która przy tych kurczakach pracuje 😉

        A wadą butelkowaną Żywiec co rusz jest – ludzie w szpitalach lądują. A teraz jest głośno o mrozonkach z dodatkiem kukurydzy 😉

        1. To ta osoba pewnie twierdzi, że już nigdy ich nie tknie, co? Ciekawa jestem co to za informacje, może zdradzisz? i chodzi o mięso pakowane, czy dotyczy jakiegoś lokalnego mięsnego?;) Moi znajomi jak kiedyś mieli praktyki w piekarni to też twierdzili, że już więcej pieczywa się nie tkną;)

          1. Gdybyś musiała martwym kurczakom odcinać głowy bo mają po dwie, skrzydła i „nogi” bo jest ich po 2-3 pary itp to pewnie też byś nabrała niechęci ;/ Dokładnie nie wiem o jakie kurczaki chodzi ale najprawdopodobniej te produkowane na masową skalę do sklepów i marketów… ale teraz chyba większość tak kupuje – cięzko kupić od lokalnego hodowcy, chociaż i ten może karmić sztuczną paszą ;/ Nawet kupując w masarni nei ma się pewności a także ze znakiem BIO i Eko. Nie zawsze to co BIO jest BIO.

            „twierdzili”, czyli jednak je jedzą? 😀

          2. Wiesz, czasami ludzie też rodzą się z różnymi deformacjami. Nawet warzywa, z własnego ogródka, można spotkać połączone w ciekawe kształty. Zawsze można całą tuszkę kupić, pooglądać i ocenić;) Wyjdzie nawet taniej, a można z tego kilka obiadów przygotować;)
            Co do BIO i EKO to mnie do tego przekonywać nie musisz. Zwłaszcza śmieszą mnie stragany z takimi warzywami umiejscowione tuż przy drodze, albo obok wielkich parkingów po których zawsze przejeżdżają setki samochodów. Albo takie warzywa kupowane w markecie, a potem na takim straganie sprzedawane jako BIO – też były takie przypadki;) Najgorsza jest ludzka nieuczciwość i chęć zysku.
            Tak, twierdzili, bo wiesz… co z oczu, to i z serca… Lata temu to było;)

          3. A to też fakt, co nie zmienia innego faktu, że kurczaki są faszerowane antybiotykami i hormonami – słyszałam, że niektórym ludziom jedzacym kurczaki wąsy rosą (kobiety) i chodzą napuchnięte ;/ Przykre, że na każdym kroku nas trują i to nie tylko w kwestii kurczaków. Tyle dobrego, że na niektóre „składniki” organizm sam się uodpornił ale czy to nie wyjdzie z czasem? Nie twierdzę, że „dobry” kurczak jest „zły” na pewno można kupić i takie ze sprawdzonego źródła 😉 I nie to miałam na myśli:)
            Dokładnie… chociaż ostatnio przekonałam się, że produkt BIO może być lepszy od tego tradycyjnego, tylko nie wiem na ile to zasługa BIO a na ile producenta bo nie miałam okazji sprawdzić 🙂

            Trafne przysłowie 🙂

          4. Mam nadzieję, że nie pogniewasz się, ale nie zgodzę się z Tobą w tej kwestii. Na jakiej podstawie można stwierdzić, że od jedzenia kurczaka ktoś chodzi napuchnięty i rosną mu wąsy? Ten ktoś musiałby nie jeść nic innego, albo mieć przeprowadzone jakieś badania żeby wykluczyć wszystko inne(nie wiem czy byloby to wogóle do udowodnienia;)) Ludzie mają problemy z hormonami wynikające z innych przyczyn, jest też coś takiego jak zatrzymywanie wody w organizmie. Szczerze, to myślę,że jest pewna grupa „mitów”, które ludzie skutecznie przekazują sobie i nawzajem się tym nakręcają. Każdy doda coś od siebie i fala się niesie;) Nie mniej jednak wiem co masz na myśli. Nie twierdzę, że na 100% tak nie jest, ale nie uważam też, by na 100% w każdym przypadku tak było;)

        2. Nie mam o co się gniewać 🙂 Przecież to tylko kulturalna rozmowa a ja pisze o tym co usłyszałam. Pewnie ten ktoś wyeliminował kurczaki z diety i być może zauważył jakieś zmiany, chociaż napuchnięty rzeczywiście mgół być od czegoś innego a szukając winnego zwalił na kurczaka. I tym sposobem rodzą się bajki tak jak piszesz. 🙂 To nie jest tak, że zarzucam Ci lub Komuś innemu, że je kurczaki ale sama z doświadczenia wiem jakie ludzie mają podejście, czasem to przeradza się w paranoje i chorobę… czasem tak jak piszesz przerzucane jest to na innych. Człowiek będzie czepiał się, że kurczak nafaszerowany antybiotykami i hormonami ale świnkę już zje (jakby jej niczym „nie faszerowali). Nawet w świecie wegan są różne przytyki i to nawet dość sporo jak ten dotyczacy soji, „parówek” sojowych itp. Nawet jak człowiek sam hoduje to nie ma pewności czy pasza, karma którą karmi zwierzeta nie jest GMO lub naszpikowana nie wiadomo czym…. niedługo ludzie będą czepiac się mąki: bo zboże pryskane. Chyba ludzie muszą mieć o czym gadać bo byłoby im nudno i nakręcają tę karuzelę 😉

          1. Jak dzieje się coś „złego”, to człowiek od razu zaczyna dbać o siebie. Zwraca większą uwagę na to co je, stara się jeść więcej warzyw, pić więcej wody, zażywa jakieś witaminy czy inne leki… Zwykle eliminuje się kilka podejrzanych „źródeł” na raz, a potem nie wiadomo co pomogło.
            Co do kurczaków, to teoretycznie sama słyszałam o tych antybiotykach i hormonach, aczkolwiek czytałam też, że z tymi antybiotykami to nie jest tak, że sobie hodowca stosuje je ile wlezie, ale jest to pod nadzorem weterynarza. Potem taki kurczak też musi ileś tam przechodzić zanim trafi „pod nóż’;) Co do niektórych informacji również należy być ostrożnym, bo kto wie… może hodowcy świń wypuścili plotę, że kurczaki są „be”, żeby ludzie wrócili do czerwonego mięsa? Tego nie wiemy;) Wiem, że mięsa nie jesz wcale i może taka dyskusja nie ma sensu, ale jakby przeciwna jestem powielaniu mitów i haseł „zasłyszanych”. Teoretycznie, dopóki nie ma przedstawionych faktów, wyników badań to może być zarówno tak i tak;)
            A mąki już ludzie zaczęli się czepiać – w sensie, że gluten jest zły… i teraz nawet jak ktoś nie ma nietolerancji, to go odstawia, bo to podobno takie zdrowe;) Za to o papierosach nikt już nie mówi;)

          2. „Jak dzieje się coś złego”… no właśnie a przecież człowiek przez cały czas powinien o siebie dbać i to nie tylko w kwestii jedzenia – niektóre objawi pojawiają się po latach zaniedbań i to nie musi być skutek jedzenia np. kurczaków 😉
            Doskonale Ciebie rozumiem i masz rację z tym powielaniem faktów i mitów. W sumie ta dyskusja sama wyszła – nawiązałam, do Mamy (o sobie nie chcę mówić) i jakoś tak wyszło. Chociaż i tak jestem pewna, że gdyby Twój makaron podać mojej Mamie w takiej wersji, którą zaproponowałaś, zjadła by ze smakiem i nie pytała by się czy to kurczak, czy indyk. A może za jakiś czas jej przejdzie? Ludzie są zmienni. Moją Mamę czasem „nakręca” starsza córka (moja siostra). Mówię, że nie potrzebnie ale Mama jak to Mama :P. Przepraszam, że zaśmieciłam Ci bloga tymi wywodami. Tylko prosze nie odbierz tego tak, że zarzucam Ci jedzenie kurczaków, bo tak nie jest (w żadnym wypadku) . Nigdy bym o tym nie pomyślała :* Przepraszam jeśli Ciebie uraziłam :*

            Wspomniałaś o papierosach… a wiesz, że też o to zauważyłam. Nawet o nich zapomniałam. W moim domu nikt nie pali ale kiedyś rzeczywiście było więcej tych kampanii 😉

            Wrócę tak jeszcze do przepisu… Wiem, że znasz się na tym co robisz i z pewnością gotujesz smacznie ale mam pytanko. Kiedyś w jakimś programie usłyszałam, że sól wyciąga z mięsa wszystkie soki – powoduje, że staje się ono suchsze. Pierś z kurczaka sama w sobie jest nieco suchym mięsem. W Twoim przepisie lekko ją obsmazyłaś a następnie upiekłaś. Na zdjęciu nie sprawia wrażenia wysuszonej 😉

          3. Powinien dbać, ale najczęściej tego nie robi;) Nie mówię, że wszyscy, ale pewnie większość. Najprostszy przykład? Ból zęba;) Kiedy boli mówimy, że musimy iść do dentysty…akurat to sobota, więc czekamy z umówieniem się do poniedziałku… W niedzielę ząb już nie boli, więc w poniedziałek o całej sprawie zapominamy;)
            Co do zaniedbań to sama nie jestem święta – mam zwichrowany kręgosłup – kiedy boli, to o życie wykonuję ćwiczenia na wzmocnienie, idę na masaże itp, jak przestaje, nie robię nic;) chyba taka natura;)
            Nie musisz mnie przepraszać, bo absolutnie o nic się nie gniewam;) Nikt nikogo do niczego nie namawia, ani do niczego nie zniechęca – to też kwestia szacunku. Każdy woli coś innego, każdy jest inny. A nawet jeśliby mnie ktoś zniechęcał, to o ile kwestie zdrowotne tego nie wykluczą, mięso jeść będę, bo lubię;)
            Co do mięsa, to ja akurat w 5 przypadkach na 10 jeśli już przesuszę mięso, to jest to indyk właśnie;) Z kurczakiem nie mam problemu, zawsze wychodzi soczysty, choć pewnie od samego mięsa też wiele zależy. Nie wiem co Ci odpowiedzieć, znawcą żadnym nie jestem, na żadnych kursach nie byłam, wszystko to co i jak robię to przysłowiowa praktyka;) Ponoć mięso obsmażone zamyka pory i soki pozostają tym samym w środku, ale w przypadku kurczaka chyba nie zawsze ma to zastosowanie, bo często robię takiego bezpośrednio z piekarnika i jest bardzo soczysty. Tutaj głównie chodziło mi o uzyskanie efektu przyrumienienia, ale żeby mięso się nie spaliło z kolei – to cała pierś, więc potrzebuje więcej czas na „dojście”. Generalnie od kiedy mam termometr do mięsa to żadna wpadka już mi się nie przytrafia – to jeden z moich ulubionych gadzetów;) Co do solenia, to do tej zasady stosuję się przy wołowinie, a kurczaka zawsze solę przed smażeniem;) Jeszcze raz jednak napiszę, że nie znam wszystkich zasad i teorii;)

          4. Czekamy aż awaria zniknie 😉

            PS Mojego poprzedniego komentarza nie publikowałaś? 🙂 Nawet nie ma takiej potrzeby;)

          5. Czekamy;)
            Hmmm, wszystkie komentarze publikowałam… Dziwne, nie mam nic w koszu ani w spamie, może się nie dodało?

          6. Dodało ale niżej 🙂

            Ja teraz mam problem z wordpressem – nie moge sie zalogowac;/

  1. Albo inaczej… boli ząb weźmiemy coś od bólu i po sprawie albo myślimy „poboli i przestanie” a potem leczenie kanałowe lub wyrywanie zeba ;/
    Nikt nie jest w tej kwestii święty. Ja również mam problemy z kręgosłupem i Twój komentarz tylko przypomniał mi i utwierdził w przekonaniu, że muszę isć po skierowanie do lekarza, bo już dawno byłam i nie wiadomo co się tam dzieje Ćwiczenia na wzmocnienie na pewno by się przydały, tylko nie wiem jakie. I tutaj z miejsca dziekuję za moje opamiętanie <3

    Czuję się lżej z myślą, że niczym Ciebie nei uraziłam i nie odebrałaś moich słow "niewłasciwie" – nie w takim sensie o jaki mi chodziło. Sama nie lubię jak ktoś mnie do czegoś przekonuje, zmusza lub kogoś innego.Co innego wymienić się opinią, swolimi spostrzeżeniami i porozmawiać a zmuszac i siać zamieszanie. Faktycznie nie jem mięsa ale nie zamierzam nikogo zmuszac aby również jego nie jadł. Nie podobają mi się tak zwani "wegani terroryści", którzy na każdym kroku narzucają innym co jedzą, że jedzą mieso, że wegetarianie parówki sojowe, że ktoś kto je kotlety nie kocha zwierzat itp. itd. To jest niewłasciwe i nie na miejscu. To jest złe i przykre 🙁
    Ja jestem zdania, że każdy powinien jeść to co lubi i co jemu służy – tak jak Ty i Twoja Rodzina 🙂
    Moja Mama kilka razy chciała zrobić pierś z kurczaka z piekarnika ale boi się, że będzie sucha… chociaż wydaje mi się, że nie jest bardziej sucha od schabu (tego nie wiem, bo od lat nie jadłam) i nie mam na myśli tego ile oleju wypije schabowy podczas smażenia 😉 Może to też kwestia tego, że smażyłaś pierś w całosci a nie w kawałkach? Pewnie soki nie miały jak wyciec. A jak pieczesz to nie przykrywasz? Nie ma tego w opisie 🙂 Musze Twój komenetarz pokazać Mamie – znawca nie jesteś ale to przydatna wskazówka, która może Jej się przydać (bo i tak czasem pyta mnie o takie rzeczy jakbym się znała:P)
    Dziekuję 🙂 A o termometrze słyszalam wiele dobrego 🙂

    1. Może z Twoją Mamą jest jak z moją;) Ona się zwykle boi, że mięso będzie surowe i w efekcie czego piecze je zbyt długo w zbyt wysokiej temperaturze:P Wtedy nie ma bata, mięso wychodzi suche;) zbyt wysoka temperatura niestety nie jest sprzymierzeńcem drobiu;)
      Piekę bez przykrycia, mam taką blaszkę z kratką, na którą zmieszczą mi się 4 pojedyncze piersi, zwykle piekę na niej (to co ma spłynąć, spłynie na z kratki na blaszkę). Taką pierś w całości podsmażoną a następnie podpieczoną przygotowuję w sumie dosyć często – jak się pokroi na takie cienkie plasterki świetnie się sprawdza w tortillach, zarówno w takich rolowanych na imprezę, jak i zwijanych i zajadanych z warzywami i sosem, fajna jest do sałatek czy choćby na kanapkę. U mnie zawsze wychodzi soczysta. Małe kawałki, jak obsmażysz już nie potrzebują dopiekania w piekarniku, a z kolei nie każde mięso, które chce się upiec potrzebuje wcześniejszego podsmażenia – przykładem mogą tu być nuggetsy, czy wszelakie wariacje na mięso w cieście francuskim. Ja bym zasugerowała właśnie ciut niższą temperaturę lub ciut krótsze smażenie jeśli Mamie mięso wychodzi suche.

      1. Sama nie wiem… Moja Mama rzeczywiście boi się, że będzie surowe ale dlatego jak smaży to na małym ogniu i długo…. a potem i tak czasem narzeka bo coś jej nie pasuje :p Ale piec to piecze rzadko 😉
        Dziękuję za wskazówki. Przekaże je Mamie. Dzisiaj widziała Twoje danie i powiedziała, że takie chce 😀 Albo będe musiała ja zrobić albo jak Jej się zechce to sama, ale przepis jest, wskazówki są, tylko chęci…. 😀
        Dziekuję 🙂

        1. Ja w sumie smażę szybko, na dużym ogniu (gdy pisałam, że drób nie lubi zbyt wysokich temperatur miałam na myśli piekarnik – max 180 stopni).
          Miło mi, że Twojej Mamie pomysł na makaron się spodobał:) Teraz faktycznie tylko chęci potrzeba;) I trzymam kciuki by smakowało:)

          1. Zauważyłam, ze wielu kucharzy tak smaży a moja Mama uważa ze w środku będzie surowe 😛
            Pogoda taka, ze nic się nie chce ale podobno ma iść ochłodzenie 😉
            Dziekuję w imieniu Mamy :*

          2. U mnie już dzisiaj jest, tylko Mama zmęczona i nie ma na nic siły… może niewyspana? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.