Spaghetti z parówkami – dla dzieci

Rodziny z małymi dziećmi wiedzą, że przynajmniej raz na jakiś czas, przychodzi taki moment, że dzieci kapryszą przy jedzeniu. Rodzicom nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż ten okres kulinarnego buntu minie. Nie pomoże podsuwanie pod nos zdrowych warzyw, surówek, zup itd. Maluch nie ma na nie ochoty i już!;) Osobiście jestem zdania, że „NIC NA SIŁĘ”:) Kiedy więc moje dziecko chce jeść suchy makaron (w sensie ugotowany, ale bez sosów), chleb z ketchupem, albo parówki – Ok, niech tak będzie. Wiem, że to okres przejściowy.

Jakiś czas temu mignęło mi w internecie zdjęcie na parówki nabite na makaron spaghetti. Wiele się nie namyślając zrobiłam takie danie dla mojego niejadka. Jadł, aż mu się uszy trzęsły, bowiem parówki i makaron – należałoby ponownie dodać suchy, bez żadnego sosu – to on lubi bardzo. Od tej pory raz na jakiś czas przygotowuję mu takie danie. Świetnie smakuje polane ketchupem, który również zaliczyć można do jego ulubionych produktów spożywczych:)

Tym razem do dania wykorzystałam ketchup łagodny firmy JAMAR. Na 100 g ketchupu wykorzystanych zostało 161 g pomidorów.

Na 2 porcje:

  • 3-4 parówki
  • garść makaronu spaghetti
  • 2 serki „paluchy”
  • ketchup łagodny JAMAR

Każdą parówkę dzielimy na 4-5 części (mniej więcej na 1,5-2 cm kawałki). W zależności od preferencji suchy makaron spaghetti łamiemy na pół, lub pozostawiamy nienaruszony.

Parówkę nabijamy na suchy makaron, tak by znalazła się ona mniej więcej w połowie makaronu. Na jedną parówkę nabijamy około 5-6 sztuk makaronu.

Makaron z parówkami wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy do pożądanej miękkości.

Przekładamy na talerz. Dokładamy pokrojony na mniejsze części ser żółty. Polewamy ketchupem. Gotowe:)

28 przemyśleń nt. „Spaghetti z parówkami – dla dzieci”

    1. Kontrowersyjny, możliwe, aczkolwiek nie przesadzajmy;) Wystarczy kupić taką najlepszą składowo i podać od czasu do czasu, a nic się nie stanie;)

      1. Tak na prawdę wszystko w nadmiarze szkodzi – nawet to co jest uważane za zdrowe 😉 Najważniejsze aby zachować zdrowy rozsądek i nie popadać w paranoje (również uważam że nie ma co przesadzać) 🙂

        1. Parówki od dawna są demonizowane i owszem – te najtańsze, zawierające w swym składzie głównie mom, to wielki syf i żadna świadoma mama nie dałaby ich swojemu dziecku. Trzeba jednak przyznać, że dzieci parówki lubią, tak już jest i już;) trzeba jedynie poczytać składy i wybrać to „mniejsze zło”;) co się zaś tyczy tego, że w nadmiarze „wszystko szkodzi”, to nie wypowiem się – my już mamy tak, że lubimy różnorodność i jej poszukujemy, więc siłą rzeczy uważam, że nie ma takiego produktu, który przez nadmiar mógłby nam „zaszkodzić” lub się po prostu znudzić;)

          1. Masz rację – zawszę mówiło się o tym, że parówki to papier, krowie wymiona i wszystko inne, tylko nie mieso. Przeglądając ulotki zauważyłam, że są też takie z szynki lub 96% mięsa a te chyba nie są takie złe 😉 Osobiście parówek nigdy nie lubiłam (w ogóle nie smakowało mi mięso), ale moja siostra jadła z chęcią i nadal je ale właśnie te z szynki 😉
            A nigdy nie było u Was tak, że coś się Wam przejadło? 😉

          2. Owszem, zdarzało się, że przejadły nam się kanapki;) ale to było jakiś czas temu, teraz generalnie ograniczyliśmy dość mocno spożywanie pieczywa.

          3. Super, że dbacie o różnorodność i jednocześnie jecie smacznie, zdrowo i to co lubicie 🙂 Weny w kuchni Ci nie brakuje 🙂

            PS Mam nadzieję, że niczym Ciebie nie uraziłam – jeśli tak to przepraszam :*

          4. No coś Ty! W ogóle nie czuję się urażona i nawet nie wiem dlaczego tak pomyślałaś:* w kuchni faktycznie staram się dbać o różnorodność. Na szczęście z mężem idealnie zgraliśmy się kulinarnie i oboje lubimy próbować nowych smaków i szukać coraz to nowszych połączeń. Z dzieckiem póki co jest w tym temacie różnie;) hehe Zdarza się i tak,że tej weny jednak brakuje;) samo życie;) no i nie powiedziałabym, że moja kuchnia jest szczególnie zdrowa;) jest pomieszana. Raz zjemy coś zdrowego, następnego dnia znów zaserwuję smażonego kotleta, albo takiego z dodatkiem majonezu;) ale jedno muszę przyznać z pełną stanowczością – jemy to, co lubimy;)

        2. Uf.. Ulżyło mi 😉
          A mąż lubi gotować? 🙂
          Jeśli chodzi o dzieci, to te z jednej strony lubią poznawać nowe smaki, ale z drugiej podchodzą do tego z dystansem i pewną niepewnością, dlatego ważne jest aby ładnie zaprezentować potrawę… tego oraz kreatywności nie można Tobie odmówić 🙂 Dzięki takiemu podejściu dziecko może zaprzyjaźnić się z warzywami, owocami… szpinakiem i brukselką o których krążą nieprzyjemne legendy 😛 A człowiek powinien jeść to co lubi. Najważniejsze, ze jestescie wszyscy zdrowi :*

          1. 😉
            Mąż świetnie gotuje i potrafi to robić, aczkolwiek z racji braku czasu, robi to rzadko. Ale jak już coś zrobi, to … wow:) Jest specjalistą od steków, lazani, „ratatuja”, doskonale grilluje i robi najlepszą jajecznicę na świecie;) mi nigdy nie wychodzi taka dobra, jak jemu, więc już nawet się za nią nie zabieram;) a niby taka prosta hehe 🙂 Syn kiedyś jadł wszystko, jakiś czas temu się mu pozmieniało i zaczął wybrzydzać – w przedszkolu podobno nigdy nie zjada obiadu, ale widzę, że w domu decyduje się próbować nowych rzeczy. Nie zawsze zjada do końca, ale jestem szczęśliwa, że choć próbuje;) Dziękuję:)

          2. Niech mąż w miarę możliwości rozwija swój talent… szkoda byłoby go zaprzepaścić 🙂 Taki Wasz domowy Masterchef albo jeszcze lepiej… Gordon Ramsey 😀 I tak jak każdy kucharz ma swoje sekrety ;D
            Dzieciom czasem smaki się zmieniają i dzieciaki lubią czasem pomarudzić i powybrzydzać – taka ich natura xD
            Nie ma za co 🙂 Pozdrawiam :*

          3. Ja jestem za;) Dzieciom smaki się zmieniają, to prawda. Nie jestem i nigdy nie byłam zwolenniczką zmuszania do jedzenia. Podobnie jak nie do końca zgadzam się z opiniami innych osób, że dziecko należy przegłodzić, to wtedy zje wszystko. Bzdura;) na szczęście każdy ma prawo do własnej opinii;) Pozdrawiam również:)

          4. Również nie popieram wmuszania w dziecka jedzenia – jeśli nie chce to nie powinno jeść. U mnie jak był obiad to tato kazał jeść i mięso zawsze musiało być zjadane (dla mnie koszmar, bo mi nie smakowało). To chyba jakaś stara szkoła babć… gdybym miała swoje dzieci to nie głodziłabym ich ale też nie wmuszała na siłę 😉

          5. Dokładnie, trzeba znaleźć złoty środek:) Nie zrażać dziecka do jedzenia, a zadbać, by jednak zjadło to, co lubi. Być może za kilka tygodni, miesięcy lub choćby lat, zdecyduje się na produkt, na który teraz nawet nie może patrzeć. Wiem po swoim maluchu:)

          6. Dokładnie – zmuszanie do jedzenia tylko zniechęca do danego produktu a poza tym może skończyć się jakimiś dolegliwościami zdrowotnymi. A co do przekonywania malucha do niechcianych produktów, to potrzeba czasu a niekiedy i sposobu 🙂

  1. Bardzo fajny pomysł dla niejadka 🙂 muszę podrzucić Twój przepis koleżance, której synek ostatnio bardzo marudzi przy stole 🙁 Mam podobne zdania jak Ty, nic na sile, jeżeli dziecko nie chce jeść, to najgorsze co może być to zmuszanie go do jedzenia! Moja mała, gdy miała 2 latka nieźle dała mi w kość, jadła tylko „suchy” makaron przez dobrych kilka miesięcy. Teraz, gdy już je wszystko bez problemu i opowiadam jej o kaprysach, jakie robiła przy stole, to mówi, ze robiła źle, bo jest tyle dobrego jedzenia do wypróbowania 🙂 Moja pediatra zawsze mi mówi: „cierpliwość, cierpliwość i tylko cierpliwość” 😉 pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy i życzę cierpliwości ;):)

    1. Dokładnie. Dzieci same muszą „dojrzeć” do pewnych smaków. Zresztą, wystarczy jak sami popatrzymy po sobie. Z pewnością każdy z nas ma jakiś produkt, danie, do którego się przekonał, a nie lubił go będąc dzieckiem;) a póki co, niech dzieci jedzą, co im smakuje;) w pewnym sensie możliwość decydowania o sobie też jest ważna;) Twoja Emma bardzo mądrze powiedziała i zgadzam się z nią w 100%. Mam nadzieję, że mój Synek też tak kiedyś uzna;)

  2. Robiłam kiedyś u Teściowej i kilka osób nie mogło się nadziwić jak udało mi się makaronem nadziać kiełbaski 🙂 Nie powiedziałam, że zrobiłam to przed gotowaniem 😉

    1. Gdyby podać sam makaron i do tego po prostu pokrojone parówki, nie byłoby tego efektu;) bo trzeba przyznać, że wybitne danie to to nie jest;) Czasem jednak warto przygotować takie danie, choćby po to, by zobaczyć miny konsumujących i faktycznie nie trzeba od razu zdradzać wszystkich tajemnic;)

    2. Aniu takiego sekretu czasem nie trzeba zdradzać… a niech się goście głowią i zastanawiają xD

      Ewo masz rację… na makaron z parówkami mało kto zwróciłby uwagę a takie ośmiorniczki to zawsze cos „nowego” i „innego” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.