Pyszna sałatka a’la Cesar (wg Karola Okrasy)

Bardzo lubię oglądać Pana Karola jak prezentuje swoje przepisy. Chętnie też z nich korzystam. Ta sałatka oczarowała mnie od pierwszego kęsa. Jest przepyszna. Wcześniej słyszałam już o niej, ale nigdy nie ciągnęło mnie by ją wypróbować. Wydawała mi się dosyć pospolita: sałata (w oryginale rzymska), pomidorki, kurczak, no i grzanki.

Pospolita? Nic bardziej mylnego!:) Sałatka jest pierwsza klasa. Śmiało rzec mogę, że od teraz jest to jedna z moich ulubionych sałatek. Oj, chce mi się jeszcze;)

Oryginalne proporcje są nieco większe, ja użyłam jednej sałaty lodowej i podwójnej piersi kurczaka. Z tej porcji solidnie pojadły 3 osoby:) Jeżeli planujecie zachwycić gości proponuję przygotowanie właśnie tej sałatki, z tym, że wg ilości podanych w oryginale. Tam również znajdziecie nieco bogatszą wersję przygotowania sosu. Ja troszkę sobie ułatwiając sprawę po prostu dodałam majonez. Nie mniej jednak sos smakuje rewelacyjnie i następnym razem również w ten sposób go przygotuję.

Na 3-4 porcje:

  • 2 piersi kurczaka
  • ok 180-200 g jogurtu greckiego
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka curry
  • 1 łyżka oleju
  • 3 ząbki czosnku
  • 20 g filecików anchovies
  • sałata lodowa
  • pomidorki koktajlowe
  • natka pietruszki
  • ser Grana Padano
  • sól, biały pieprz
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 3-4 łyżki majonezu
  • grzanki czosnkowe

Do miski przekładamy jogurt, wsypujemy kurkumę oraz curry. Jeden ząbek czosnku drobno siekamy, lekko solimy i rozcieramy nożem, dodajemy do jogurtu. Wlewamy około 1 łyżkę oleju, mieszamy. Doprawiamy solą oraz pieprzem.

Do przygotowanej marynaty wkładamy pojedyncze piersi kurczaka, mieszamy, tak, by całe pokryte były złocistym jogurtem. Wkładamy na 15 minut do lodówki. Po tym czasie przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Pieczemy 30-35 minut.

W tym czasie przygotowujemy sos: pozostałe 2 ząbki czosnku oraz fileciki anchovies drobno siekamy. Wymieszane ze sobą przekładamy do miseczki, do której dodajemy 3-4 łyżki majonezu. Niewielką ilość sera Grana Padano ścieramy na drobnych oczkach tarki i dodajemy do sosu. Dodajemy około 1 łyżeczki soku z cytryny oraz posiekaną natkę pietruszki. Na koniec doprawiamy do smaku białym pieprzem. Mieszamy dokładnie i odkładamy.

Sałatę rwiemy na większe kawałki, przekładamy do miski. Całość polewamy sosem i mieszamy, tak by mniej więcej każdy kawałek sałaty był nim pokryty. Sałatę przekładamy na talerze, na których podamy sałatkę.

Pomidorki kroimy na połówki i układamy na sałacie. Ser Grana Padano ścieramy za pomocą obieraczki do warzyw w kilka pasm, którymi dekorujemy sałatkę. Upieczoną pierś z kurczaka wyjmujemy na deskę i odstawiamy na około 5 minut. Po tym czasie kroimy w cienkie plastry, układamy na reszcie składników. Całość posypujemy czosnkowymi grzankami. Podajemy od razu.

Sałatka smakuje również na zimno, jednak należy pamiętać, by grzanki dodać na samym końcu, by zachowały swoją chrupkość.

 

 

 

15 myśli do „Pyszna sałatka a’la Cesar (wg Karola Okrasy)”

  1. Do Pana Okrasy nic nie mam. Czasem widziałam Jego programy i widać, ze to mięsożerca ;P Twoja sałatka prezentuje się bardzo ładnie – zjadłabym ale w wersji wege 🙂

          1. hehe wróżysz mi takowe?;) a czy zjem bez mięsa? Pewnie:) Mamy w domu taką niepisaną zasadę, że 2-3 razy w tygodniu są dania bez mięsa – kluski, naleśniki, makarony, czy dania na bazie warzyw (być może to mało, ale piszę jak jest). Lubię i takie dania, aczkolwiek nie ukrywam, że często brak mi pomysłu na dania jarskie. A Ty od jak dawna nie jesz już mięsa? W domu jesteś w tym osamotniona, czy wszyscy jesteście wegetarianinami?

          2. Wróżką nie jestem, ale kto wie, kiedy zmienią Ci się smaki 😀 2-3 dni w ciągu tygodnia to i tak sporo i fajnie, że próbujecie jarskich potraw – sporo inspiracji można znaleźć w internecie (można też próbować dania mięsne przerobić na wege) 🙂 W domu tylko ja jestem wegetarianką (która od bardzo długiego czasu je wegańsko), ale moi rodzice nie jedzą tylko i wyłącznie mięsnych potraw (tato lubi np. placki ziemniaczane, śledzie, pierogi na słodko, mama ryby, wytrawne pierogi, wegańskie gołąbki..)
            Przez 2-3 lata byłam pesco (z mięsa jadłam tylko ryby) a wege jakieś 7 lat (od długiego czasu jem wegańsko), ale tofu, soi itp. nie jem bo nie lubię, nie toleruje tego mój żołądek a poza tym są smaczniejsze produkty 🙂

          3. 7 lat to już szmat czasu. Widać, że weszłaś w to na poważnie (mam nadzieję, że to nie obraźliwe stwierdzenie). Tofu kiedyś próbowałam, ale to to jakieś takie nijakie jest;) Inspiracji w internecie sporo, fakt, jednak problem leży gdzieś indziej – nas jest w domu całkiem dużo, w tym mężczyźni, którzy potrzebują pojeść solidną porcją, wiec nie wszystko, by się u nas sprawdziło;)

        1. Twoje określenie nie jest obraźliwe. Dlaczego miałoby być? 😉 Zawsze o tym myślałam poważnie. O wege marzyłam od najmłodszych lat (względy etyczne) ale rodzice się nie zgadzali. Kiedy mogłam zrobiłam co chciałam:)
          Tofu podobno trzeba dobrze doprawić – zamarynować a mnie to nie kręci a poza tym to soja a jej nie lubię, nie trawię i jeszcze coś… Sojowe napoje itp. też mnie nie kręcą i nie smakują – mozna sobie poradzić bez 🙂

          1. No właśnie. Sytuacja jest nieco inna w domach, gdzie to dziecko chce przejść na wegetarianizm czy weganizm, a inna w rodzinach, gdzie rodzice sami też tak jedzą. Zresztą myślę, że teraz jest takich rodzin więcej niż kiedyś. Osobiście znam rodzinę, gdzie właśnie wszyscy jedzą wegańsko. Dzieciaki w wieku szkolnym również. Dla nich to naturalne. Tak sobie teraz przypomniałam, gdy pisałaś o filmach przyrodniczych, które lubiłaś oglądać od najmłodszych lat. Pewnie czekałaś z utęsknieniem na tą niezależność i swobodę decydowania o sobie.

          2. A w innych, kiedy tato „uwaza, ze skoro jest taka możliwosć to masz jesć wieprzowinę i kury”.
            Takiej rodziny nie znam ale wiem, ze takie są – teraz o tym mówi się wiecej i staje się coraz bardziej popularne, tylko jeszcze w szkołach bywa różnie. Teraz mówi się o tym wiecej niż kiedyś i wiedza jest większa, chociaż w niektorych miastach to ciągle coś „nowego”.
            Dokładnie – na szczęście dało radę nieco wcześniej (swego czasu ryby (panga, tilapia, czarniak) mi smakowały, ale to był taki etap przejściowy) 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.