Jajka po benedyktyńsku

O jajkach po benedyktyńsku słyszałam już nie jedno. Zazwyczaj wszystko co najlepsze;) Do tej pory nie pomyślałam by je przygotować, ale w sumie…. dlaczego nie?

To przecież nic trudnego:)

Polecam na leniwe weekendowe śniadanie:) Z pewnością dzień zaczęty w ten sposób będzie miły i przyjemny:);)

  • 4 jajka
  • 4 kromki chleba tostowego
  • 4 plasterki szynki dojrzewającej lub boczku
  • garść rukoli
  • 1 łyżeczka octu winnego

Sos holenderski:

  • 2 żółtka
  • 50 g masła
  • ok. 1 łyżka soku z cytryny
  • sól, biały pieprz

Masło przekładamy do garnuszka, roztapiamy. Gdy się zagotuje zdejmujemy z palnika.

Żółtka z dodatkiem soku z cytryny oraz soli i pieprzu ubijamy na parze na puch. Moc palnika nie powinna być zbyt duża, a wręcz niewielka. Nie przestając ubijać – stopniowo i w małych ilościach – dodajemy roztopione, gorące masło. Finalnie sos powinien mieć kremową, gładką konsystencję.

W garnku zagotowujemy wodę. Dodajemy ocet, możemy troszkę posolić. Gdy woda zacznie bulgotać, mieszamy łyżką, tworząc wir. W jego środek wbijamy jajko, a temperaturę palnika nieco zmniejszamy. Po około 3 minutach wyjmujemy jajko za pomocą cedzakowej łyżki. Podobnie przygotowujemy resztę jajek.

Kromki chleba tostowego podgrzewamy w tosterze lub na patelni grillowej. Układamy na nich rukolę oraz plasterek szynki lub wypieczonego bekonu. Na wierzchu kładziemy jajko, całość polewamy sosem.

Uwagi: Ja do pierwszego tosta podgrzałam nieco szynkę, jednak wydaje mi się, że taka na surowo smakowała lepiej:)

19 myśli do „Jajka po benedyktyńsku”

    1. Na prawdę? Ja robiłam pierwszy raz i nie wydały mi się trudne. Jedyne co, to nie nadawałyby się do zrobienia dla całej rodziny, bo wszystko najlepiej jest przygotowywać na bieżąco:P
      Sos holenderski jest trudny – mi mógł wyjść ciut gęściejszy;) ale planuję poćwiczyć jeszcze;)

      1. A widzisz… gdybyś poszła do Master Chefa byłabyś mistrzem 😀 Jak na pierwszy raz wyszedł ideał 🙂 Ciekawe co powiedziałaby Magda 😉

        1. O rany, w życiu!:p ja taka niemedialna jestem;) W moim przypadku może zadziałało szczęście początkującego;)

          1. Tak na prawdę chyba chodzi o to, że to lubię i jak robię dla siebie i bliskich, to robię bez tzw spiny;) Ostatnio przygotowywałam ciasto na pewną lokalną uroczystość – finalnie się udało, choć nie ukrywam,że nie obyło się bez lekkich stresów;)

          2. Coś w tym jest, ze jak robi się szybko i kiedy jest się zdenerwowanym to może coś się nie udać ;/

            Co do ciasta…. Pewnie nikt nie zauważył, że coś Ci nie wyszło 🙂

          3. U mnie zwykle działa presja żeby wyszło dobre. Wszystko się udało, jedynie przy zdejmowaniu papieru z ciasta, lekko mi ono pękło w jednym miejscu;)

        2. A to tak jest u większości… u każdej dobrej gospodyni 🙂 Trzeba postarać się wrzucić na luz i nieco odpuścić – niejednokrotnie to kucharka widzi problem tam gdzie go nie ma 😉

          1. Najlepiej robić z miłością i spokojem 🙂 Nie ma co się denerwować 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.