Piernik z tartym jabłkiem

Jako, że grudzień to doskonały czas, gdy makowce, pierniki, serniki, ciasteczka i ogólnie świąteczne wypieki smakują najlepiej, na blogu pojawi się ciut więcej przepisów na świąteczne ciasta właśnie i pyszne sałatki.

Dziś zaczniemy od prostego i nieskomplikowanego ciasta o piernikowym aromacie. Jest mocno wilgotne za sprawą jabłek. Nie jest to więc taki typowy suchy piernik. Ja wykorzystałam aż 1 szklankę bakalii, ale możecie dać ich ciut mniej.

Nam ten piernik bardzo smakował:)

  • 2 szkl. mąki pszennej
  • 2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 op. przyprawy do piernika
  • 2 duże jajka
  • 3/4 szkl. drobnego cukru
  • 1/2 szkl. oleju
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • 2 łyżki gęstej śmietany
  • 1 duże lub 2 średniej wielkości jabłka
  • bakalie (u mnie 1 szklanka pokrojonych na mniejsze części  orzechów, suszonych śliwek oraz żurawina i rodzynki)

Mąkę, proszek do pieczenia oraz przyprawę korzenną przesiewamy.

Do misy miksera wbijamy całe jajka, dodajemy cukier i ubijamy przez kilka minut, aż do otrzymania jasnej i puszystej masy.  Wlewamy olej i miksujemy jeszcze chwilę.

Do powstałej masy w 2-3 turach dodajemy składniki suche,  naprzemiennie ze śmietaną oraz miodem. Miksujemy tylko do połączenia.

Jabłko obieramy ze skórki, trzemy na dużych oczkach i dodajemy do masy razem z bakaliami – mieszamy szpatułką.

Ciasto przekładamy do formy 22x11cm wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 50-65 minut (do tzw suchego patyczka). Gdyby wierzch zbyt mocno się przypiekał, a ciasto w środku nie było jeszcze upieczone, przykrywamy blaszkę folią aluminiową.

Źródło

24 przemyślenia nt. „Piernik z tartym jabłkiem”

  1. Kiedyś robiłam podobne ciasto ale w wersji wegańskiej i bez dodatku bakalii…. w internecie nosiło nazwę wegański chleb jabłkowy, czy jakoś tak 😉 Raz wyszło pyszne a za drugim razem zakalec – jabłka miały za dużo soku i chyba trzeba było sypnąć więcej mąki ;P Po twoim pierniku nie widać aby był zakalcem – z pewnością świetnie smakuje 😉

    1. Tak to czasem jest, że efekt końcowy wiele zależy od składników, jakich użyjemy. Czasem danie, które robiliśmy z powodzeniem wiele razy, nie wyjdzie, bo zawini jeden produkt. Może trzeba było lekko odcisnąć sok z jabłek? A nazwa „chleb jabłkowy” fajna, tylko to już się z ciastem mało co kojarzy;):)

      1. Pewnie tak, ale wówczas o tym nie pomyślałam 😛
        A chlebek bananowy? Przecież to ciasto a nie chleb w wersji mini 😀

        Moja babcia ostatnio robiła ciasto, tak jak robi zawsze i po raz pierwszy masa jej się zważyła i ciasto nie wyszło – nadal nie wie w czym tkwił problem. Najprawdopodobniej w tym co piszesz – składniku ;/

        PS Piękna stylizacja zdjęć 🙂

        1. Chlebek bananowy kojarzę. Nie twierdzę, że to nie ciasto, po prostu słowo chleb kojarzy mi się z chlebem i tyle;)

          Zdarza się najlepszym. Dlatego też czasem, gdy jakieś nowe danie nam nie wyjdzie, nie ma co od razu skreślać przepisu, tylko za jakiś czas spróbować raz jeszcze;) bo jak nie wyjdzie coś, co się zna i często robi, to przynajmniej wie się, że wyszło źle tym razem, a „nowości” chyba automatycznie spisujemy na straty, bo przepis zły…

          Dziękuję:) Mąż powiedział, że za dużo tego na około i ciasto gdzieś zginęło w tym wszystkim;) trochę tak jest,ale za późno było, by robić zdjęcia drugi raz. Niestety, taki czas, że światła szybko brakuje:( 🙂

          1. Mi tak samo, tak jak mojej mamie masło z masłem – produktem mlecznym. A masło orzechowe to dla niej krem orzechowy a nie masło 🙂

            Pamiętam jak raz piekłam biszkopt (już któryś raz z kolei) i zapomniałam dodać mąki – wyszedł mi omlet xD Innym razem miałam tyle na głowie, że do chleba nie dodałam drożdży (a potem zdziwienie dlaczego nie wyrasta:P), ale mama „uratowała” ciasto i chleb wyszedł 😀

            Faktycznie jest bogato ale to ciasto jako pierwsze wpada w oko 🙂

          2. To ja trzymam z Twoją Mamą;) Mi też słowo krem bardziej pasuje hehe:)
            Różne się przypadki w kuchni zdarzają:)) byleby cukru i soli nie pomylić, to resztę chyba zawsze jakoś można „uratować”, albo zjeść w innej postaci niż się pierwotnie zamierzało;)

          3. Dla mnie chlebek bananowy to ciasto bananowe a sernik „królewski”/”kapłański” – sernik z kruchym kakaowym ciastem xD
            Oj nie zawsze xD Moja mama raz posoliła kawę i myślała, ze zwymiotuje ;P

          4. Nie znam tego sernika.
            Czyli właśnie – jak się sól i cukier zamieni, to już potrawa jest do niczego;) a wszystkie inne „pomyłki” jakieś mniej „bolesne” są;)

          5. Którego? Królewskiego? To taki sernik z kruchym kakaowym ciastem – tę nazwę poznałam „dzięki” blogom kulinarnym xD

          6. Tak:) O, dzięki nim można się wielu rzeczy dowiedzieć;) Choć czasem różne nazwy tego samego ciasta mogą z lekka dezorientować;)

          7. Dokładnie:) Albo Pani Walewska i Pychotka, czy Wenus i Śnieżny Puch;) chociaż te ostatnie może różnią się tym, że jedno widziałam na biszkopcie, a drugie bez pieczenia?;)

          8. O Wenus nie słyszałam 😀
            Raz spotkałam się z sytuacją gdzie Murzynek i Ambasador to było to samo ciasto 🙂
            A ciasto Ukrainka inną nazwę ma chyba Bida… i weź się tutaj połap xD

          9. Na Ambasadora widziałam chyba ze 3 różne przepisy;) i nie, że proporcje były inne, tylko to były zupełnie inne ciasta. Sama mam na blogu przepis, który różni się od tych, które można znaleźć na różnych blogach kulinarnych. Moja Mama zawsze w ten sposób robiła Ambasadora i ma go pod tą nazwą zapisany w swoim zeszycie;)
            I potem idziesz do kogoś, częstujesz się ciastem, chcesz przepis, pada nazwa i pomysł byś sobie w necie znalazła i… zonk;)

          1. Zgadzam się:) Aczkolwiek jeśli chodzi o serniki, to za takimi tradycyjnymi nie przepadam. Wolę takie maziste, „smakowe”;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.