A’la knoppersy

Czy Wy też lubicie domowe wersje sklepowych słodkości? Ja zwykle nie mogę przejść obojętnie obok przepisu na wszelakie „a’la”;) Postanowiłam przygotować taką właśnie domową wersję czegoś słodkiego. Drogą eliminacji wybór padł na pełne orzeszków Wafelki Knoppersy:) I dobrze, bo od dawna już miałam na nie chrapkę:) Wyszły pyszne, nieprzyzwoicie słodkie. Ma to oczywiście swoje plusy, gdyż takie jedno ciasteczko zaspokaja potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego na baardzo długo… A przecież wielkimi krokami zbliża się lato – mamy więc czas diet, wyrzeczeń, obiecanek i „prawie,że silnej woli”. Nie testujmy jej więc zbyt mocno. Ot, jedno ciasteczko i już… no, może dwa lub trzy;)

Uwaga: Na drugi dzień wafelki są jeszcze lepsze.

Czytaj dalej A’la knoppersy

Ciasto „Dwa Michały”

Oryginalnie jest to tort, upieczony z 5 jajek i przekrojony na 4 blaty. Kiedy robiłam ciasto po raz pierwszy, wykonałam je w tej właśnie formie. Potem przy różnych innych, większych uroczystościach piekłam je już w standardowej, prostokątnej blaszce, zwiększając ilość upieczonych biszkoptów do dwóch. Ciasto jest PRZE-PYSZ-NE!:) Poważnie. Ja je wprost uwielbiam. Jest co prawda dosyć drogie, bo i kilka czekolad, i mascarpone, śmietana i orzeszki ziemne, ale jeśli potrzebujecie wypieku na jakąś ważną uroczystość i liczycie na „efekt WOW”, to to ciasto jak najbardziej się nadaje:) Dodam jeszcze, że jest bardzo podzielne, jest wysokie, świetnie się kroi i jest stosunkowo proste do wykonania. Dlatego… polecam bardzo:)

Niestety jakość zdjęć jakimi dysponuję nie jest najlepsza, ale niestety na chwilę obecną innych nie mam. Ciasto piekłam na imprezę dla mamy i nie miałam możliwości sfotografować ukrojonego kawałka. Zdjęcia też robione były późną porą, gdzie światła słonecznego już daaawno nie było, stąd też kolory są nieco przekłamane. Mam jednak nadzieję, że zdjęcia nikogo nie zrażą i zaufacie mi na słowo, że ciasto jest super:)

Czytaj dalej Ciasto „Dwa Michały”

Pad Thai z cielęciną i tofu

W miniony weekend przygotowaliśmy wspólnie z mężem danie wg przepisu znalezionego w gazetce z Biedronki. Tzn pomysłodawcą i głównym wykonawcą był mój M., moja rola natomiast sprowadziła się do siekania i mycia;) Bo tak, mój M. gotuje:) i to jak gotuje:) Nie będę ukrywać, że kuchni tajskiej nie znam zbyt dobrze. Do dzisiaj nawet nie wiedziałam co to jest pad thai;) Po raz pierwszy też jadłam tofu i po raz pierwszy miałam okazję próbować takiej mieszanki smaków. Na danie składa się makaron ryżowy, podsmażona cielęcina, tofu, orzeszki ziemne, imbir, dymka i sos pad thai. Całość doprawiona sokiem z limonki i brązowym cukrem. Początkowo mieliśmy obawy co z takiego misz-maszu wyjdzie, zwłaszcza po dodaniu jajek, z których zrobiła się jajecznica, ale całościowo wyszło wspaniale. Taki roller coaster dla podniebienia, bo było i słodko i kwaśno i lekko pikantnie za sprawą imbiru, obłęd;) Smakowało zdecydowanie lepiej, niż udało mi się uchwycić na zdjęciu;)

Danie przygotowuje się stosunkowo długo, najpierw bowiem należy dobrze namoczyć makaron ryżowy, wiele też czasu zajmuje podduszenie mięsa do miękkości. Gdyby makaron przygotować wg przepisu na opakowaniu, a cielęcine zastąpić mięsem drobiowym, byłoby pewnie zdecydowanie szybciej, ale czy równie smacznie? Pewnie kiedyś spróbujemy się o tym przekonać;)

Czytaj dalej Pad Thai z cielęciną i tofu